Escape: The Curse of the Temple – zagubiony turysta.

Razem z Panią P. uwielbiamy filmy przygodowe, zwłaszcza te klasyczne. Indiana Jones to seria, która nigdy nam się nie znudzi (tak, podoba mi się nawet Królestwo Kryształowej Czaszki). Z tym większym zainteresowaniem na Spiel’u w 2013 r. zaopatrzyliśmy się w Escape: The Curse of the Temple. Naszą pierwszą grę kooperacyjną…

 

Na początku warto zaznaczyć, że razem z Panią P. nie jesteśmy wielkimi fanami kooperacyjnych rozgrywek. W wiekszości przypadków zależy nam na jak największej interakcji między współgraczami, w idealnym przypadku negatywnej. Blokowanie oponenta, podbieranie zasobów/kart/pionków, atakowanie, podbijanie terenów to nas w planszówkach bawi. Dlaczego więc zdecydowaliśmy się na twór zwany Escape: The Curse of the Temple? No z podobnego powodu co Kingdom Builder (recenzja tu). Nasz pierwszy raz w Essen na Spiel’u. Ja byłem podjarany atmosferą i nie myślałem momentami całkiem trzeźwo, a Pani P. zawtórowała mi z powodu tematyki, interesującej grafiki na pudełku i ceny (podstawka z dodatkami plus fajna bawełniana torba w gratis’ie PANI P: Mamy połowę roku 2017, a torby nadal są w regularnym użytku. Polecam!).

Co w pudełku:

Jak widać wszystko wygląda dość schludnie i pancernie, co powinno zapewnić długotrwałe użytkowanie bez większych oznak zniszczenia. Solidność jest, z tego co dotychczas widziałem, jedną z zalet gier wydanych przez Queen Games. Niestety nie można tego powiedzieć o grafice. Prosta, w większości przypadków schematyczna, bez polotu i pomysłu. Pudeło obiecuje trochę kreskówkową, ale ciekawą grafikę, której nie uświadczymy nigdzie w grze (prócz wypraski – dejavu z Kingdom Builder’a). „Ale, ale…” – powiecie – „…dzieki prostej grafice nie zaciemnia się obraz w czasie rozgrywki„. Może i tak, chociaż mnie brakuje czegoś na czym mógłbym zawiesić oko. „Ale, ale…” – powiecie po raz drugi – „… w Escape rozgrywka jest tak dynamiczna, że nie ma czasu na oglądanie i podziwianie „. No tak i tu przechodzimy do największego problemu tej gry – rozgrywki.

Wiem dobrze z różnych źródeł, że gra zebrała dość dobre opinie/recenzje na swój temat. Niestety, dla mnie gra jest po prostu słaba. Jestem świadomy, że spowodowane jest to moim obrazem gry, który wymalowałem sobie jasnymi i wesołymi barwami w mojej głowie jeszcze przed pierwszą rozgrywką. Że kupiliśmy ją trochę w ciemnio i bez sprawdzenia (nie całkiem, bo przejrzałem na szybko kilka gameplay’ów na tubie i wyglądało to obiecująco). Że kooperacyjne to nie nasza domena (chociaż bardzo lubimy Pandemię). Postaram się moje główne zastrzeżenie do Escape pokazać w następujący sposób:

Czego się spodziewałem:

A co dostałem:

Zamiast wciągającej przygody w starożytnych świątyniach, chaotyczna gonitwa po pomieszczeniach z irytującym soundtrackiem w tle . Kostki latają niekontrolowanie, nikt nie sprawdza nikogo bo nie ma na to czasu, kładą się kafle, z zasobnika znikają kryształy, klątwy latają nisko (zarówno w grze jak i z ust grających) i po 10 minutach jest po wszystkim… Ktoś uciekł, ktoś został… Mehhhh…

PANI P: Jeżeli w Kingdom Builder nie byliśmy w stanie ocenić postępów w grze (naszych i przeciwnika), tak tutaj nie jesteśmy w stanie równocześnie rozgrywać swojej gry i sprawdzać czy współgracz nie kantuje ;-). Granie pod muzykę/ścieżkę dźwiękową ma też swoje minusy. Przy dwóch graczach klekot kostek po stole trochę przeszkadza. Nie wyobrażam sobie jednak jak głośno musiałaby być ustawiona muzyka żeby nie zagłuszyło jej 4 graczy intensywnie rzucających kostkami.

Żeby była między nami jasność. Gra mechanicznie jest dobra. Nawet bardzo. Wszystko ze sobą działa, jest całkiem nieźle zbalansowane. Nie ma wrażenia, że czegoś tu brakuje (tak, na ciebie patrzę Kingdom Builder). W odpowiednim towarzystwie i nastroju może sprawdzić się całkiem nieźle. Pod warunkiem, że jesteś świadomy czym ta gra jest, a czym nie jest. Bo na pewno nie staniesz się Indianą Jones’em wykradającym starożytne artefakty z walącej się pod ciężarem czasu świątyni. Będziesz biegającym w popłochu, bez ładu i składu zagubionym w zamykającej się piramidzie turystą…

Całość recenzji obejmuje dodatki Illusions i Quest. Nie zmieniają one znacząco rozgrywki, a jedynie dodają kilka elementów (plansze pomieszczeń, klątwy itp.).

Rekomendacja POSZPILOMY: Raczej kup. Z tego co wiem gra ma dość duże grono fanów. Niestety, ja nie zostanę jednym z nich. Kup, jeżeli wiesz co gra może zaoferować i pasuje Ci ten układ. Dodatkowo, jeżeli lubisz gry na pograniczu kooperacyjnych i imprezowych, wtedy tytuł jest dla Ciebie stworzony.

Kącik ekonomiczny PANI P: Gra teraz kosztuje ok. 190 PLN, a dodatki po 120 PLN. W zamian za Escape mogę zaproponować inny, dobry, kooperacyjny tytuł – Pandemię za ok. 110 PLN. 

LINKI:

 

Escape: The Curse of the Temple

Escape: The Curse of the Temple
5.8

Wykonanie

6.5 /10

Mechanika

7.0 /10

Re/Grywalność

4.0 /10

Walety

  • Solidne wykonanie
  • Działająca mechanika
  • Ciekawy pomysł na rozgrywkę

Zady

  • Słabe graficznie elementy gry
  • Skrajnie losowa i nieprzewidywalna (a lubię takie gry - Przebiegłe Wielbłądy dla przykładu)
  • Nie dla każdego

Post Author: Pan P.

Pan P.
Urodzony w cudownych latach '80 liznął planszówek bardzo wcześnie. Zaczęło się niewinnie od "Magii i Miecza", potem trochę fabularnych m.in "Dzikie Pola", "Wiedźmin: Gra wyobraźni". Prawdziwą zabawę z nowoczesnymi planszówkami rozpoczął ponad dekadę temu zakup gry "Drakon"... I potem poszłoooooo...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *